Autor: Błażej - bloger, radca prawny, podróżnik, enofil i rzecznik Twojej wolności

Z tym estońskim CITem jest trochę jak z plackami po węgiersku, czy rybą po grecku. Niby coś jest, niby ma coś przypominać, może to nawet jakoś smakuje, ale z tym jak gotują na Węgrzech, czy w Grecji nie ma nic wspólnego.

Miałem sen. Gdzieś w sądzie w Polsce, po ustaniu stanu epidemii pewna para, która zaczęła się spotykać tuż przed epidemią składa pewien pozew.

I co z tego wynika?

Pierwszy sędzia RP lubi łysiczki lancetowate, wybory odwołuje dwóch posłów, skarbówka uznaje, że jak pytasz prawnika o skutki podatkowe swoich działań to planujesz agresywną optymalizację, a pewien szeryf robi w radiowozie zdjęcia praw jazdy osób zatrzymanych i publikuje w social media. Oto Polska właśnie.